Zmotoryzowani często obawiają się patrolów policji, choć w sumie niepotrzebnie. Kto nie ma nic na sumieniu może przecież spać sobie spokojnie. Gorzej, jeśli ktoś ma tendencję do nadmiernego przyciskania pedału gazu i nie patrzy na znaki. Taka niesubordynacja może sporo kosztować. Dlatego też kierowcy imają się wszystkich sposobów aby spotkania ze stróżami prawa uniknąć. Czasem bywa śmiesznie, czasem groźnie, często bez sensu. Antyradar? Zasłanianie tablic rejestracyjnych? To tylko mały wycinek z szerokiego repertuaru zmotoryzowanych. Kreatywność połączoną z amatorską myślą techniczną przynosi bardzo ciekawe rezultaty. Może nie zawsze jest skutecznie, ale chociaż pomysłowo. Warto jednak zwrócić uwagę czy nasz pomysł na poradzenie sobie z fotoradarami jest w ogóle legalny.

Zakazane metody, kiepskie rezultaty

Kierowcy narzekają często na jakość dróg, ustawienie znaków, czy koszty paliwa. Nie podobają im się też mandaty. Najskuteczniejszą metodą na uniknięcie kary, jest przestrzeganie przepisów, jednak wielu zmotoryzowanych poszukuje dodatkowych zabezpieczeń. Szkoda tylko, że niektóre z nich bywają nielegalne. Taki antyradar na przykład. W swojej klasycznej formie jest to urządzenie, które wychwycą fale emitowane przez fotoradary i ostrzega przed nimi kierowcę. Problem jest taki, że w Polsce i wielu innych krajach korzystanie z antyradarów jest nielegalne. Można więc dostać karę nie tylko za jakiś drogowy wybryk, ale też za próbę oszukania fotoradaru. Poza tym, taki antyradar może sporo kosztować więc jego zakup obarczony jest dużym ryzykiem – po pierwsze płacimy za nabycie, po drugie – jeśli funkcjonariusze przyłapią nas na korzystaniu z urządzenia musimy liczyć się z wysokimi karami. Pomysł raczej nie jest wart zachodu.

Z historią w tle – liście i płyty

Aby przekonać się, że w Polaku tkwi kreatywna dusza wystarczy spojrzeć na historię walki z fotoradarami. Było już chyba wszystko – w tym zasłanianie tablic rejestracyjnych liśćmi, smarowanie ich gęstym błotem. Prawdziwym hitem okazały się też płyty CD bądź DVD, które co bardziej przedsiębiorczy kierowcy wieszali na samochodowych lusterkach. Podobno płyty miały odbijać światło i w ten sposób blokować fotoradary w zakresie robienia „fotek”. Podobno. W rzeczywistości płyty tylko bujały się w aucie – może nawet w rytm muzyki jaką puszczał akurat kierowca. Wszelkie próby pokonania fotoradarów były zwykle skazane na klęskę. Teraz powoli odchodzi się od archaicznych metod na rzecz techniki. Na rynku dostępne są aplikacje, które pozwalają nam nie tylko bezpiecznie nawigować do celu, ale także otrzymywać powiadomienia od innych użytkowników, którzy w tym samym miejscu spotkali fotoradar czy patrol policji. Takie grupowe powiadamianie jest legalne – i sądząc po opiniach kierowców – bardzo skuteczne.