Na kierowców na drogach czeka wiele pułapek, w których wpadnięcie oznacza mniej lub bardziej poważne kłopoty. Jednym z nich są fotoradary, które straszą kierujących czasami w najmniej spodziewanych miejscach. Ale na szczęście zostaje wprowadzony nowy przepis, tym razem korzystny dla kierowców. Skończą się praktyki straży miejskiej lub gminnej, która traktowała mandaty z fotoradarów wyłącznie jako źródło dochodu, a nie sposób na poprawę bezpieczeństwa na swoich drogach.

Fotoradary zbierają pieniądze

To dobra wiadomość dla kierowców, chociaż ubiegali się oni o takie zmiany od dawna. Fotoradary z założenia mają być batem na piratów drogowych, którzy znacznie przekraczają prędkość, tym samym stwarzając poważne zagrożenie dla ruchu. Oczywiście jest to jakieś rozwiązanie, jednak wiele gmin wykorzystuje fakt ograniczeń ruchu niedobranych do rzeczywistych warunków i w taki sposób stara się złapać kierowców, którzy jada szybciej. Przychód z mandatu zasila budżet gminy, a przez media były nagłaśniane przypadki, że głównym dochodem wielu miejscowości były właśnie grzywny z mandatów wystawianych dzięki fotoradarowi. W praktyce niewiele miało to oczywiście wspólnego z poprawą bezpieczeństwa, bo budki stawiano w miejscach, gdzie było stosunkowo bezpiecznie. Jednak apele kierowców na nic by się zdały, gdyby nie Naczelna Izba Kontroli, która po wielu skargach w końcu postanowiła skontrolować fotoradary na drogach oraz ich używanie przez straż miejską lub gminną. Wyniki kontroli jednoznacznie wykazały, że wiele strażników miejskich i gminnych nadużywało przepisy umożliwiające im posługiwanie się fotoradarami i wymierzaniu kar na ich podstawie. NIK zauważył, że obsługiwanie fotoradarów przez strażników miejskich nie służy poprawie jakości bezpieczeństwa na drogach, ale jedynie poprawie gminnego budżetu.

(Nie)dobrzy strażnicy

Opublikowany w listopadzie ubiegłego roku raport sprawił, że w końcu zmienią się przepisy, tym razem na korzyść kierowców. Do tej pory radzili oni sobie jak mogli
z fotoradarami i kontrolami drogowymi, które nie były wymierzone w piratów, a jedynie w portfele. Ostrzegali się oni wzajemnie o zagrożeniach między innymi za sprawą aplikacji Yanosik, która działa jak legalny antyradar. Dzięki niej kierowcy ostrzegali się wzajemnie, by nie dać się złapać nieuzasadnionym fotoradarom i nie stracić prawa jazdy (co szczególnie dotkliwie bolało kierowców zawodowych, którzy jednocześnie z prawem jazdy tracili pracę). Informowali się oni między innymi o takich przypadkach, które wykazał NIK, kiedy strażnicy miejscy bez porozumienia z policja i bez uwzględnienia ich rad wybierali inne miejsce kontroli, niż było to zalecane z punktu widzenia prewencyjnego działania. Większość działań strażników opierała się właśnie na łapaniu kierowców dzięki wykorzystaniu fotoradarów, zamiast na pilnowaniu porządku i bezpieczeństwa. Na szczęście dla kierowców te nieuczciwe praktyki zostały w końcu zakazane.